Sny archiwalne

Nie mam o czym pisać, to zrobię sobie sennik.

Nigdy nie zapisywałem moich snów. Czasem je komuś opowiadałem, ale i tak niewiele z nich zapamiętywałem. W tym momencie pamiętam tylko dwa, ale nawet „pamiętam” to za dużo powiedziane. Wiem, o czym były.

I tak w pierwszym mój tata kupił autobus za 3000 złotych. Podobny do takiego starego Jelcza. Nie miał na niego prawa jazdy, więc ja musiałem go prowadzić. Pojechaliśmy nim we dwóch na jazdę próbną, potem zaparkowaliśmy go na ulicy Bzowej i wróciliśmy do domu. Na klatce schodowej nie było w ogóle sufitów. Widać było pusty tunel do góry aż do dachu. Były za to podłogi. To znaczy całe te płaszczyzny było widać tylko od góry, od dołu były nawet nie tyle przezroczyste, co po prostu zupełnie niewidoczne.
I w tym momencie przypomniałem sobie jeszcze coś. Prawdopodobnie ten zakup był spowodowany zobaczeniem przeze mnie na ulicy Grochowej po drodze z gimnazjum autobusu, który się zatrzymał i wsiadła do niego jedna osoba. Tylko nie wiem, czy naprawdę coś takiego się wydarzyło, czy też mi się przyśniło.

Drugi jest dużo mniej szczegółowy. Oglądałem sobie jakieś anime, a raczej go doświadczałem w sposób o wiele bardziej przemawiający od zwykłego patrzenia na film na ekranie. Było to coś w stylu ecchi, ale nie aż tak seksualne. Na pewno były słodkie dziewczynki, ale w wieku już nielolitkowym, jedna chyba miała pomarańczowe włosy. Tyle, koniec. A, no i jeszcze urwało się w połowie i pozostawiło mnie z poczuciem głębokiego niedosytu.

Był jeszcze jakiś inny, dawno temu. Też oglądałem bajkę. A może byłem w bajce? Były tam białe króliki, które jadły wielkie marchewki. Muszę przyznać, że to mało wyszukane wyobrażenie. Ale to nie do końca ode mnie zależy.